Dlaczego naukowcy uciekają?

Natrafiłem dziś na taką audycję w radiowej czwórce:


http://www.polskieradio.pl/10/5367/Artykul/1757615,Polska-nauka-Co-zrobic-by-przyciagala-specjalistow

„Polska nauka. Co zrobić by przyciągała specjalistów?” – Głosi tytuł krótkiego artykułu i prezentowanej audycji. Ponoć w ostatnim czasie z Polski dało nogę nawet 35 000 naukowców. Drodzy redaktorzy, słuchacze i biorący udział w tej audycji – powiem Wam krótko i zwięźle co trzeba zrobić. Trzeba dać im pracować, trzeba dać im pracę. Nasi młodzi naukowcy jeśli działają w nauce to mieszkają u rodziców, nie zakładają rodzin. A ci, którzy maja mieszkania, domy i rodziny pracują w handlu, transporcie, usługach biznesowych…

Dajcie naukowcom pracę, to zostaną. Dajcie młodym granty, niech się wykażą. Ale najpierw je dajcie, dopiero później żądajcie wyników. Żeby młody człowiek mógł być płodny naukowo to najpierw musi mieć źródło utrzymania siebie i kupna sprzętu do badań. Tymczasem u nas polityka jest odwrotna i brzmi – najpierw pokaż nam czego dokonałeś panie magistrze a my może łaskawie za rok damy ci grant. Żeby móc pochwalić się wynikami badań (artykułami) młody człowiek potrzebuje finansowania badań, które – powiedzmy to wprost – trzeba zaryzykować i mu je sfinansować.

Młodzi naukowcy w wieku około 25 lat, którzy rozpoczynają doktoraty powinni mieć możliwość zdobycia finansowania badań mając zerowy dorobek naukowy – taki dorobek ma bowiem świeżo upieczony magister, którego pierwszym artykułem jest najczęściej wynik badań z pracy magisterskiej, który zamierza gdzieś w najbliższych miesiącach „upchnąć”. Grant powinien być przyznawany za pomysł badań, a szanse jego wykonania za całokształt pracy młodego człowieka na studiach (działalność w kole naukowym itp.).,

Obecny model kształcenia i finansowania młodych naukowców skutkuje nieuczciwością i nierzetelnością naukową (dopisywanie przez miłego promotora swojego magistranta do publikacji w której badaniach nie brał udziału), faworyzuje też ludzi z dobrze sytuowanych rodzin, którzy ze wsparciem rodziców mogą sobie pozwolić na naukowy wolontariat do 30 roku życia (doktorat bez, bądź z niskim stypendium, dokładanie do badań z własnej kieszeni).

Sam proces składania pierwszych wniosków grantowych powinien być uproszczony, a sam czas wydawania decyzji skrócony do maksymalnie 30 dni.

Zresztą o czym my mówimy – dopóki nie zaczniemy płacić naukowcom jak naukowcom to nauka będzie na niskim poziomie. Świeżo zatrudniony asystent na uczelni, niezależnie czy jest historykiem czy informatykiem powinien mieć minimum 3000zl netto pensji, doktorant 2000 stypendium. Pensje samodzielnych pracowników nie powinny schodzić poniżej 5000zl netto.

Ale tak jeszcze długo nie będzie. Nasz rynek pracy stoi na głowie, zabicie w latach 90 szkolnictwa zawodowego i otwarcie uczelni dla mas zrobiło swoje. Długo będziemy naprawiać błędy, które popełniono po upadku PRL.

Zimno, zmino, zimno…

Patrząc przez okno na kolejny zimny i deszczowy dzień usiłuje przypomnieć sobie, kiedy ostatnio było ciepło. Był jakiś słoneczny i ciepły dzień w marcu, w kwietniu chyba nie. Przypominają mi się słowa wykładowcy o tym, ze „cykl Milankovicia jest nieubłagany” i wcześniej czy później wejdziemy w kolejną epokę lodową. Wiadomo – nie potrwa to roku ani dziesięciu lat, ale dużo dłużej. Niemniej nawet ja mając niecałe 30 lat mogę powiedzieć, że kiedyś wiosny były ciepłe, lata upalne. Ostatnio wiosny są chłodne, podobnie lata. Zima, która się niby skończyła była mroźna i można odnieść wrażenie, że jak zaczęła się w listopadzie to trwa do dziś. Polecam też przypomnieć sobie zeszłoroczny maj, blisko połowa miesiąca zafundowała nam temperatury rzędu 8 – 10 stopni.

Mówi się, że ociepleniu klimatu towarzyszą odwrotne zjawiska ekstremalne, anomalie. To zdanie ma sens dopóki mówimy o wyjątkach od reguły. Tymczasem regułą zaczyna być deszcz i zimno. Co prawda wcześniejsze trzy zimy były łagodne (co przyczyniło się do wyższych średnich temperatur w skali roku), jednak nie szły w parze z upalnymi latami. Sumarycznie wychodzi na zero, a odczuwalnie dla ludzi na minus.

Po średniowieczu (ok. 1570 – 1900)  mieliśmy małą epokę lodową, kto wie – być może dziś stoimy przed kolejną, mającą mniej lub bardziej lokalny charakter? Wzrost temperatury notowany w ostaniach kilkudziesięciu latach (czyli bardzo krótko!) może być po prostu powrotem do wcześniejszych, średniowiecznych temperatur, wzmocniony dodatkowo przez nieco większa emisję CO2. Gdy spojrzymy na wykres temperatur z ostaniach 2000 lat zobaczymy, że obecny wzrost przebija ten średniowieczny o około 30%, można więc uznać, że w 70% jest naturalny.

Źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/Ma%C5%82a_epoka_lodowa

W każdym razie moim równolatkom radzę przygotować na emeryturę ciepłe buty, grube rękawice, kurtki i zanadto nie przejmować się obecnym wskazaniem wykresu. Jeśli ktoś tak jak ja liczył na klimat śródziemnomorski nad Bałtykiem to niech zapomni.