Białowieża. Po co lista firm?

Widziałem pytania o to jaki sens ma upublicznianie listy firm kupujących drewno z Puszczy Białowieskiej.

Coraz więcej osób zwraca uwagę na to, skąd pochodzi dany produkt, który kupują. Coraz więcej z nas zwraca uwagę na zrównoważony rozwój i ekologię. Dużo osób szuka informacji o firmach w internecie. Jedna z firm, która kupiła drewno z Puszczy Białowieskiej otrzymała dużo negatywnych opinii w wyszukiwarce i na portalach, co może mieć wpływ na liczbę potencjalnych klientów. Wbrew pozorom ludzie kierują się takimi opiniami. Z zakupów wyrobów u takich firm zrezygnować mogą duże firmy wytwarzające meble, którym zależy na dobrej opinii. Poza tym – napis, że nasze meble nie pochodzą z drewna z Białowieży to dziś naprawdę dobra reklama, co jako pierwsza wyczuła m. in. IKEA. Ponadto firmy kupując drewno z PB muszą liczyć się z utratą uwiarygadniających je certyfikatów – np. FSC. W tej sprawie poszło wiele maili i certyfikaty zapewne będą cofane. Zdanie „kupuj odpowiedzialnie” może przestać dotyczyć wielu firm z opublikowanej przez OKO.Press listy.

Oczywiście nie chodzi tu tylko o Białowieżę. Czarna lista powinna objąć wszystkie tartaki zajmujące się kupnem drewna z miejsc cennych przyrodniczo.

Nie zdziwiłbym się, gdyby firmy z listy zaczęły być odwiedzane przez urzędy skarbowe poproszone anonimowo o kontrolę.  Wystarczy, że US dostanie anonimowy list i musi skontrolować wskazaną firmę. Jest dużo możliwości by przynajmniej uprzykrzyć życie tym, którzy bez sumienia biorą udział w przerabianiu narodowego dziedzictwa na deski. Niech tylko 1000 osób w Polsce wyśle pisma do US a Puszcza Białowieska niejednemu tartakowi odbije się czkawką. I dobrze.

Pracownik naukowy idealny

To, że konkursy  jednostkach naukowych w dużej części przypadków mają z góry ustalonego zwycięzcę wiadomo nie od dziś. Pamiętam jak w jednym z instytutów naukowych powiedziano mi to wprost – po co składałeś papiery, to był konkurs bo X miał być zatrudniony. Generalnie chodzi o to, aby zatrudnić na stałe osobę, która w danym instytucie pracuje od jakiegoś czasu np. na umowie-zlecenie. Inny przykład to konieczność ogłoszenia konkursu gdy dany pracownik chce awansować. Często wymaga to oficjalnego ogłoszenia i widujemy wtedy np. ogłoszenie na samodzielnego pracownika naukowego z habilitacją.

Jednak czasem trafi się ogłoszenie wyjątkowo bezczelne. Jedno wisi od pewnego czasu na stronie jednej z naukowych jednostek badawczych. Nie mogę powiedzieć której, ale napiszę tylko, że w wymaganiach brakuje tylko imienia i nazwiska idealnego kandydata. Oto poszukiwany jest magister z wąskiej dziedziny, posiadający bardzo dobre publikacje w owej wąskiej dziedzinie, do tego GIS, ukończone odpowiednie kursy (zapewniane wcześniej w tym instytucie). Widać jak na dłoni, że w owym instytucie ktoś od dłuższego czasu zajmuje się owym zagadnieniem i teraz ma być zatrudniony. Szkoda tylko osób, które złożą papiery (zakładając, że w ogóle ktoś z zewnątrz te wymagania spełnia, bo dziedzina w której potrzebna jest praktyka jest mega-wąska, same wymagania odpowiadają zaś nie magistrowi ale doktorowi habilitowanemu, magister może je zdobyć tylko i wyłącznie pracując od lat nad danym zagadnieniem w zakładzie badawczym zajmującym się tematyką – mam tu na myśli przede wszystkim publikacje).

Może czasem warto poinformować stosowne służby o takich ogłoszeniach? A przynajmniej media? Zbyt dużo już w życiu widziałem ustawionych konkursów.