Zielony Kraków

To, że w Krakowie bezsensownie wycina się wiele drzew jest faktem niezaprzeczalnym. Urzędnicy nie blokują pozwoleń na zabudowę kolejnych terenów zielonych choć mogliby – choćby ze względu na panujący w mieście SMOG. Trochę urzędniczej woli i deweloperzy chcący budować budynki na cennych dla mieszkańców terenach odchodziliby z kwitkiem. W Krakowie nie brak poprzemysłowych miejsc na których można budować.

Nie możemy jednak mówić, że Kraków nie jest zielony. Jest w wielu miejscach o wiele bardziej zielony niż był 30 – 40 lat temu. Każdy kto urodził się w latach 1970 – 1990 i wychował się na jednym z krakowskich osiedli na pewno to potwierdzi.

Krakowie wielkie osiedla – np. Wola Duchacka, Kurdwanów w czasie gdy powstawały wyglądały jak powierzchnia księżyca. Pojedyncze drzewa. Ziemia i doły. Pamiętacie „Alternatywy 4″? Tak wyglądała w latach 80 połowa Krakowa (i nie tylko Krakowa). Dziś te stare osiedla toną w zieleni. Pełne są tysięcy dużych drzew. Moja mama mieszka na os. Kozłówek budowanych w latach 70. Czuje się jak w lesie – za oknem drzewa, śpiewają ptaki. Mieszka na czwartym piętrze i za rok, dwa nawet jej mieszkanie będzie już zacienione.

Kiedyś widziałem zdjęcie pętli autobusowej na pobliskim osiedlu dziś i około 25 lat temu. Na zdjęciu starszym autobus a zaraz z tyłu blok i dookoła pusto. Na zdjęciu dziś nie widać nawet bloku bo zasłaniają go drzewa. Spółdzielnie mieszkaniowe w ostatnich 25 latach posadziły w mieście dziesiątki tysięcy drzew i robią to do dziś. Tylko na głównej ulicy, którą jadę tramwajem przez osiedle jest posadzone kilkadziesiąt a jeszcze 10 lat temu nie było żadnego.

Obok mojego bloku jest zrekultywowany teren osadników sodowych dawnej fabryki Solvay. 32ha kiedyś łyse a dziś porośnięte setkami drzew i krzewów.

Stare osiedla toną w zieleni. Problem ubytku drzew dotyczy osiedli nowych, gęsto zabudowywanych oraz wycinki w miejscach, gdzie drzew albo jest mało (śródmieście, albo stanowią cenne miejsce wypoczynku (zabudowa parków itp).

Smogowe doświadczenie z odkurzaczem

Postanowiłem zrobić doświadczenie z wacikiem i odkurzaczem. Mieszkam na krakowskim osiedlu Kurdwanów, to skraj miejskich blokowisk – 200m dalej jest obwodnica, wyjazd na Zakopane i są już tylko domy jednorodzinne. Okolica zielona. Tuż obok mnie – w odległości około 100m są 32ha zielonego terenu (zrekultywowany, porośnięty drzewami teren danej fabryki Solvay). Ale to właśnie wspomniane domy produkują większość zanieczyszczeń, które spadają na krakowskie zewnętrzne osiedla (podpięte do MPEC).

Odkurzacz na pełnej mocy pracował 10 minut. IV piętro.

Stacja pomiarowa na moim osiedlu w chwili robienia testu pokazywało stężenie pyłu PM10 na poziomie 300µg/m3 przy normie 50 µg/m3. Dla porównania – niedawno w Rybniku było 1585 µg/m3. Jaki tam byłby krążek? Nie zmienia to jednak faktu, że zastanawiam się, czy czarny kolor ma związek smogiem. To może być po prostu kurz i brud z powietrza nie mające związku z ogrzewaniem (też zanieczyszczenia, ale nie tlenki, nie pył PM10, PM2,5 i pochodne benzenu).

Co mnie zastanawia – jaki SMOG był w Krakowie np. 30 lat temu? Gdy pracowały wszystkie fabryki a ogrzewanie kamienic w centrum było tylko węglowe?