Pracownik naukowy idealny

To, że konkursy  jednostkach naukowych w dużej części przypadków mają z góry ustalonego zwycięzcę wiadomo nie od dziś. Pamiętam jak w jednym z instytutów naukowych powiedziano mi to wprost – po co składałeś papiery, to był konkurs bo X miał być zatrudniony. Generalnie chodzi o to, aby zatrudnić na stałe osobę, która w danym instytucie pracuje od jakiegoś czasu np. na umowie-zlecenie. Inny przykład to konieczność ogłoszenia konkursu gdy dany pracownik chce awansować. Często wymaga to oficjalnego ogłoszenia i widujemy wtedy np. ogłoszenie na samodzielnego pracownika naukowego z habilitacją.

Jednak czasem trafi się ogłoszenie wyjątkowo bezczelne. Jedno wisi od pewnego czasu na stronie jednej z naukowych jednostek badawczych. Nie mogę powiedzieć której, ale napiszę tylko, że w wymaganiach brakuje tylko imienia i nazwiska idealnego kandydata. Oto poszukiwany jest magister z wąskiej dziedziny, posiadający bardzo dobre publikacje w owej wąskiej dziedzinie, do tego GIS, ukończone odpowiednie kursy (zapewniane wcześniej w tym instytucie). Widać jak na dłoni, że w owym instytucie ktoś od dłuższego czasu zajmuje się owym zagadnieniem i teraz ma być zatrudniony. Szkoda tylko osób, które złożą papiery (zakładając, że w ogóle ktoś z zewnątrz te wymagania spełnia, bo dziedzina w której potrzebna jest praktyka jest mega-wąska, same wymagania odpowiadają zaś nie magistrowi ale doktorowi habilitowanemu, magister może je zdobyć tylko i wyłącznie pracując od lat nad danym zagadnieniem w zakładzie badawczym zajmującym się tematyką – mam tu na myśli przede wszystkim publikacje).

Może czasem warto poinformować stosowne służby o takich ogłoszeniach? A przynajmniej media? Zbyt dużo już w życiu widziałem ustawionych konkursów.

Puszcza punktem zwrotnym?

Rok 2017. Być może na naszych oczach dokonuje się rewolucja przyrodnicza. Oto w ciągu kilku miesięcy, gdy rozpoczął się konflikt naukowców z ministrem środowiska zwykli Polacy spojrzeli na drzewa. Zwiększyło się zainteresowanie tym, skąd pochodzą drzewa z których powstają meble, usłyszeli o certyfikatach FSC, może niejeden sprzedawca w tartaku usłyszy od klienta pytanie czy aby na pewno to drewno, które ładuje na przyczepę nie pochodzi z Puszczy Białowieskiej, Reliktowej Puszczy Karpackiej czy innego miejsca, które od dawna powinno być objęte ochroną i zakazem ingerencji człowieka w drzewostan? Tysiące ludzi przypomniało sobie szkołę i czas, gdy na biologii uczyli się o roli martwego drewna w przyrodzie. Może społeczeństwo podrapie się po głowie i pomyśli, że mając w kraju około 30% powierzchni pokrytej lasami można i trzeba te kilka miejsc otoczyć szczególną opieką, gdyż nie wpłynie to na zyski czy przemysł meblowy a ocali dla przyszłych pokoleń to co kraj ma najcenniejszego. Może wreszcie uda się utworzyć postulowane od dawna parki narodowe, a których powołanie blokowane jest przez de facto – irracjonalne obawy?

Oburzamy się na wycinki lasów tropikalnych a nie dostrzegamy tego co dzieje się na naszym krajowym podwórku. Może ten rok sprawi, że nasze oczy spojrzą na lasy i przyrodę własnego kraju? A gdy już zrozumiemy po co nam Puszcza Białowieska, stare karpackie drzewostany to pójdziemy krok dalej i zrozumiemy też jak ważną rolę pełnią lasy łęgowe w dolinach rzek? Zrozumiemy, że rozwiązanie zgodne z naturą są najlepsze i nie trzeba tak bardzo w nią ingerować?

Odsuwając się od przyrody zaczęliśmy się jej bać. A gdy się czegoś boimy to chcemy to niszczyć. Boimy się lasów, naprawdę duża część z nas się boi. A za strachem stoi niewiedza. Spotykałem ludzi, którzy bali się niedźwiedzi na północy Polski czy po prostu ataku wilka przez co bali się sami iść do lasu. Nasze dzieci często nie rozróżniają liści drzew. Może pora wybrać się z rodziną do lasu? Przy każdym większym mieście w promieniu 50km jest mniejszy lub większy kompleks leśny. Wybierzmy się tam, pochodźmy, poobserwujmy.

Informacje o Puszczy Białowieskiej, rozmowy z naukowcami pojawiają się na niespotykaną dotąd skalę – w gazetach i portalach od tabloidów po czasopisma biznesowe. W ogólnodostępnych mediach były setki artykułów, setki wywiadów. Nie ma możliwości, by choć w części czytających nie zaszła jakaś zmiana. Fakt, że ministerstwo środowiska nie zmienia swoich działań, które coraz szerzej są krytykowane przez całą już Europę a przez naukowców – na całym niemal świecie sprawia, że od jego działań odwracają się już nawet początkowi entuzjaści ministra. Widziałem już artykuł w prasie katolickiej, mówiące o tym, że błędem jest stawianie człowieka ponad przyrodą, gdyż już otwierająca Stary Testament Księga Rodzaju pokazuje człowieka jako jej część.

Miejmy nadzieje, że wydarzenia których centrum jest Puszcza Białowieska staną się początkiem zmian w myśleniu naszego społeczeństwa, co sprawi, że destrukcyjne, nieekonomiczne plany takie jak choćby kaskadyzacje Wisły/Odry, uczynienie ich żeglownymi dla gigantycznych barek upadną a ich miejsce zajmą projekty zrównoważone, sensowne, ekologiczne, ekonomiczne i  kompromisowe.

Nie jest też tak, że my jako społeczeństwo chcemy niszczyć. Duże poparcie dla choćby wspomnianej żeglowności Odry i Wisły, regulacji rzek, wycinania lasów łęgowych wynika z niewiedzy społeczeństwa oraz zakorzenionego w nas od lat negatywnego podejścia do działań ekologicznych, które – co też jest pochodzą niewiedzy – traktujemy jako dziwaków i którym nie wierzymy. Wolimy półśrodki i szybkie doraźne rozwiązania niż długie, oparte na solidnych podstawach działania. Nie zmienia to jednak faktu, że częścią przyrody jesteśmy i będziemy, a za błędy przyjdzie nam wcześniej czy później zapłacić. Co roku ktoś płaci słono za ogólnokrajowe melioracje gruntów, regulacje rzek. Ale jak na razie wniosków brak. Może więcej sprawa Puszczy Białowieskiej będzie tym punktem zwrotnym, który zmieni ludzkie podejście do przyrody? Oby.