10 zagrożeń dla polskiej przyrody i środowiska

W tym wpisie chciałbym przedstawić największe zagrożenia i problemy dla polskiej przyrody. Problemy te spowodowane są nie rozwojem gospodarczym, czy koniecznością zrobienia pewnych inwestycji. Ich źródło jest jedno i nazywa się niewiedza. Brak znajomości przyrody, praw jakimi się rządzi, mechanizmów nią sterujących a także korzyści płynących z zachowania przyrody w stanie jak najmniej zmienionym cechuje znaczną część naszego społeczeństwa, w tym niestety również osoby na decyzyjnych stanowiskach z politykami włącznie.

Kolejność przypadkowa.

1. Przywrócenie transportu rzecznego, zwłaszcza na Odrze i Wiśle – pomysł nie mający nic wspólnego z przewożeniem towarów rzekami na początku XX wieku. W skrócie to wpuszczenie na rzeki barek-kolosów. Przygotowanie rzek do takiej żeglowności to nie tylko katastrofalne skutki dla korytarzy ekologicznych jakimi są rzeki, ale też wpompowanie w regulacje rzek miliardów złotych tylko po to, by były żeglowne przez część roku (nasz klimat nie pozwala tak jak np. we Francji spławiać towary praktycznie zawsze). Ponadto tory wodne będą wymagać ciągłego dopływu olbrzymich pieniędzy an bieżące prace. Nie ma w tym krzty ekologii i ekonomii. O wiele szybciej i ekologiczniej jest dać te pieniądze na transport kolejowy.

2. Regulacja rzek – to działania przeciwpowodziowe tylko w teorii. Wyregulowana rzeka o wybetonowanym korycie staje się nie tylko uboga przyrodniczo, ale też traci walory krajobrazowe. Przede wszystkim jednak taka rzeka staje się groźna. Woda spływa nią szybko, po większej burzy może zalać miejscowości położone niżej. Bezpieczna rzeka to rzeka naturalna, im bardziej dzikie i zarośnięte są górskie rzeki tym mniejsze niebezpieczeństwo powodzi, bo roślinność zatrzymuje wodę w górach rozkładając jej spływ w czasie. Powinniśmy odsuwać domy od rzek, dbać o nadrzeczne lasy łęgowe a o powodziach zapomnimy.

3. Melioracje i osuszanie gruntów – problem podobny do punktu numer dwa. Polska ma małe zasoby wody a melioracje z PRL i późniejsze osuszyły wiele bagien będących swoistymi gąbkami zbierającymi wodę. Wyregulowane rzeki szybko toczą swe wody do morza a wszystko to sprawia, że wystarczają 3 tygodnie bez opadów i w całej Polsce jest susza i klęska żywiołowa. A rzeki wysychają. Odczuwają to nasze portfele gdy idziemy na zakupy. Naturalnymi rzekami woda płynie powoli, bagna, torfowiska i rozlewiska retencjonują wodę przez co niebezpieczeństwo suszy jest minimalizowane.

4. Prowadzenie gospodarki leśnej w najcenniejszych lasach – Puszcza Białowieska, Puszcza Karpacka na południowy wschodzie kraju. Wycinając drzewa w takich miejscach niszczymy to co kraj ma najcenniejszego – przyrodę którą przyjeżdżają oglądać ludzie z całego świata. Sumarycznie tracą na tym tez portfele lokalnych mieszkańców. W tym punkcie można też zawrzeć informację na temat odrzucania zdania autorytetów w aspekcie ochrony. Mamy przykład Puszczy Białowieskiej, gdzie zdanie autorytetów jest odrzucane a górę bierze fikcyjna walka z kornikiem.

5. Irracjonalny strach przed parkami narodowymi – w Polsce zaledwie 1% powierzchni kraju chronione jest jako parki narodowe. Od lat trwają bezskuteczne walki o utworzenie kolejnych bądź powiększenie obecnych. Flagowym przykładem jest teren Pogórza Przemyskiego gdzie postuluje się powstanie Turnickiego Parku Narodowego chroniącego reliktową, niezwykle cenną Puszczę Karpacką. Tereny są piękne ale biedne. Brak woli politycznej, brak zrozumienia wśród mieszkańców, naciski ze strony małych grup społecznych czerpiących zyski bądź chore przyjemności z tych terenów (leśnicy, myśliwi) sprawiają, że tocząca się od 80 lat walka o ochronę tego terenu trwa nadal. A zyskać mógłby cały obszar ze zwykłymi ludźmi na czele. Ożywienie turystyczne to jedyna szansa tego regionu na pracę i rozwój.

6. Uporczywe trzymanie się węgla – niczym kraj III świata trzymamy się paliwa, którego wydobycie jest nieopłacalne, niebezpieczne a spalanie tragiczne w skutkach. Dotujemy kopalnie miliardami złotych, kolejne miliony społeczeństwo daje na wcześniejsze emerytury górników i walkę ze smogiem. O wiele lepszym rozwiązaniem jest inwestycja w energie atomową. A ideałem na ten moment – źródła ekologiczne wspierane energią atomową.

7. Brak skutecznej i zachęcającej polityki śmieciowej – jak zachęcić do segregacji odpadów? Realnymi bonusami. Nie segregujesz śmieci – płacisz miesięcznie 20 zł za wywóz od osoby. Segregujesz? Dajesz symboliczne 2 zł. Do tego wymuszona ustawą cena foliowej siateczki – 50gr za malutką przeźroczystą, 2zł za tzw. reklamówkę. Marchewkę i ziemniaki można naprawdę dać do jednej, materiałowej siatki. Ograniczenie plastiku na rzecz szkła. Za wyrzucenie śmieci dla lasu – realne kary. 5000 – 10 000zł.

8. Wprowadzenie nakazu 5-letniej gwarancji na sprzedawany sprzęt RTV/AGD – ile rzeczy wyrzucamy po 2-3 latach bo się już psują?

9. Ograniczenia dla aut – wprowadzenie ograniczeń wjazdu do centrów miast, zwłaszcza dla samochodów z silnikami diesla, wysokie ceny za parkowanie, bonusy za korzystanie z komunikacji zbiorowej. W dużych miastach Polski na 1000 mieszkańców przypada nawet 2x więcej aut niż w dużych miastach Niemiec. Często to auta stare, w złym stanie technicznym. Wielu posiadaczy aut mogłoby się bez nich doskonale obyć, ale w Polsce nadal pokutuje duch czasów PRL, który każe sądzić, że jak mam 10-letniego Passata TDI to jestem lepszy do tego co jedzie tramwajem i czyta sobie książkę w drodze do pracy…

10. Ograniczenie liczby myśliwych – liczba myśliwych w Polsce przeraża, obecnie jest ich około 120 000. Nie przechodzą żadnych egzaminów ze znajomości przyrody, np. ptaków. Koniecznością jest: zakazanie niehumanitarnych polowań zbiorowych i polowań z nagonką. Wprowadzenie egzaminu na myśliwego dla obecnych i nowych członków kół łowieckich. Egzaminu z rozpoznawania gatunków, przede wszystkim ptaków oraz wstępnych i cyklicznych, dedykowanych badań psychologicznych. Ponadto narzucenie limitów członków na koła łowieckie, tak by liczba myśliwych na terenie kraju nie przekraczała  50 000 osób.

Dlaczego naukowcy uciekają?

Natrafiłem dziś na taką audycję w radiowej czwórce:


http://www.polskieradio.pl/10/5367/Artykul/1757615,Polska-nauka-Co-zrobic-by-przyciagala-specjalistow

„Polska nauka. Co zrobić by przyciągała specjalistów?” – Głosi tytuł krótkiego artykułu i prezentowanej audycji. Ponoć w ostatnim czasie z Polski dało nogę nawet 35 000 naukowców. Drodzy redaktorzy, słuchacze i biorący udział w tej audycji – powiem Wam krótko i zwięźle co trzeba zrobić. Trzeba dać im pracować, trzeba dać im pracę. Nasi młodzi naukowcy jeśli działają w nauce to mieszkają u rodziców, nie zakładają rodzin. A ci, którzy maja mieszkania, domy i rodziny pracują w handlu, transporcie, usługach biznesowych…

Dajcie naukowcom pracę, to zostaną. Dajcie młodym granty, niech się wykażą. Ale najpierw je dajcie, dopiero później żądajcie wyników. Żeby młody człowiek mógł być płodny naukowo to najpierw musi mieć źródło utrzymania siebie i kupna sprzętu do badań. Tymczasem u nas polityka jest odwrotna i brzmi – najpierw pokaż nam czego dokonałeś panie magistrze a my może łaskawie za rok damy ci grant. Żeby móc pochwalić się wynikami badań (artykułami) młody człowiek potrzebuje finansowania badań, które – powiedzmy to wprost – trzeba zaryzykować i mu je sfinansować.

Młodzi naukowcy w wieku około 25 lat, którzy rozpoczynają doktoraty powinni mieć możliwość zdobycia finansowania badań mając zerowy dorobek naukowy – taki dorobek ma bowiem świeżo upieczony magister, którego pierwszym artykułem jest najczęściej wynik badań z pracy magisterskiej, który zamierza gdzieś w najbliższych miesiącach „upchnąć”. Grant powinien być przyznawany za pomysł badań, a szanse jego wykonania za całokształt pracy młodego człowieka na studiach (działalność w kole naukowym itp.).,

Obecny model kształcenia i finansowania młodych naukowców skutkuje nieuczciwością i nierzetelnością naukową (dopisywanie przez miłego promotora swojego magistranta do publikacji w której badaniach nie brał udziału), faworyzuje też ludzi z dobrze sytuowanych rodzin, którzy ze wsparciem rodziców mogą sobie pozwolić na naukowy wolontariat do 30 roku życia (doktorat bez, bądź z niskim stypendium, dokładanie do badań z własnej kieszeni).

Sam proces składania pierwszych wniosków grantowych powinien być uproszczony, a sam czas wydawania decyzji skrócony do maksymalnie 30 dni.

Zresztą o czym my mówimy – dopóki nie zaczniemy płacić naukowcom jak naukowcom to nauka będzie na niskim poziomie. Świeżo zatrudniony asystent na uczelni, niezależnie czy jest historykiem czy informatykiem powinien mieć minimum 3000zl netto pensji, doktorant 2000 stypendium. Pensje samodzielnych pracowników nie powinny schodzić poniżej 5000zl netto.

Ale tak jeszcze długo nie będzie. Nasz rynek pracy stoi na głowie, zabicie w latach 90 szkolnictwa zawodowego i otwarcie uczelni dla mas zrobiło swoje. Długo będziemy naprawiać błędy, które popełniono po upadku PRL.