Powrót do życia

Z końcem kwietnia rozstałem się ze stałą pracą, którą podjąłem w lutym tego roku. Już w marcu zdałem sobie sprawę, że po prostu nie jestem stworzony do tego, by codziennie o tej samej godzinie zjawiać się w tym samym miejscu i tracić łącznie ponad 1/3 doby. Zbyt silna przyrodnicza dusza we mnie bym zamykał się w biurowych ścianach i nudził przez 8 godzin. Koniec irytacji, że robię coś co można robić jako tzw. home-office, bo z całego dnia pracy połowa czasu to czekanie na klienta. Jak widać naszym kraju klasyczny biznes bez ekonomicznych rozwiązań nadal ma się dobrze i wiele firm nie szuka tanich i wygodnych sposobów pracy dla siebie i pracowników. Poza tym praca ma być pasją, nie rozumiem i nie próbuję zrozumieć podniecania się czy aby na pewno faktura dojdzie tam gdzie trzeba, że to, że tamto… Nie dojdzie to pójdzie druga z wezwaniem do zapłaty.

Wracam do poprzedniego stylu życia z lekką modyfikacją. Pół etatu w księgarni (dla ubezpieczenia i atmosfery), godziny, które mogą sobie dopasować do innych zajęć. Do tego to co lubię – zajęcia przyrodnicze z dziećmi oraz ekspertyzy przyrodnicze. I w zasadzie tyle wolnego ile chce zamiast marnych 20 czy 26 dni i to wtedy kiedy chce tego pracodawca… Znów kładę się spać wieczorem bez presji wstania rano i pójścia tam gdzie nie chcę. Chce to zostaje w domu, czytam, gram na komputerze czy nawet (tak!) bawię się klockami LEGO. Chce to jadę pracować w teren, ale bez stresu bo termin wykonania pracy jest za dwa miesiące. Jadę kiedy chcę i na ile chcę na obóz obrączkarski ptaków. Kiedyś wyliczyłem, że potrzebuje około 40 dni wolnych w roku (+ weekendy). 15 na wyjazdy ptasie, 15 na wyjazdy wakacyjne i 10 ot tak – gdy trzeba coś załatwić lub gdy tego po prostu mi trzeba.

Niedziela znów jest dla mnie miłym dniem, nie wisi nad nią widmo poniedziałku, wtorku, środy, czwartku i piątku w nudnej pracy z wiecznie za małą pensją, bo nic nie wynagrodzi uciekającego życia. Gdy wracałem z Akcji Bałtyckiej to autostrada jechało przed nami wielkie BMW kosztujące ze 300 000zł. A ja tak sobie myślę – jeśli właściciel tego auta nie wygrał w lotka to czy przypadkiem nie jest to jeden z tych kilku dni w roku w którym może nacieszyć się tym super autem i pewnie dużym domem? Wyrwał się na chwilę z pracy do której wychodzi o 6 rano a wraca o 21?

Wśród innych ludzi się obracam, nie takich. Dostałem potwierdzenie co jest moim światem a co nie. Moi znajomi liczą dzięcioły w dalekiej Puszczy, moi znajomi badają ptaki na piaszczystej plaży. Moja znajoma bada jaguary w dżungli. Ja spisuję rośliny bliżej lub dalej. Czy może się z tym równać wklepywanie faktury w komputer gdzieś w jakimś biurowcu? Gdzie byłeś – zapytała była szefowa. Tam gdzie ty nigdy nie będziesz – pomyślałem wspominając poranek na Akcji Bałtyckiej.