Polnik

Polnik to skały położone są w obrębie Doliny Kluczwody, wśród pół uprawnych i łąk w odległości około 200m od ulicy Leśnej pomiędzy miejscowościami Wierzchowie i Bębło (od położenia wśród pól wywodzi się najprawdopodobniej nazwa opisywanych skał). Najłatwiej dojść do nich od strony utwardzonej, nie pokrytej asfaltem ulicy Turystycznej.  Mają do 19m wysokości (ściana wschodnia – 19m, ściana północno – wschodnia – 16m). Znajdują się na otwartym terenie, wśród pól i łąk. Otoczone są drzewami i krzewami co sprawia, że nie są dobrze widoczne z każdej strony.

Polnik otoczony jest zwartą warstwą drzew i krzewów o szerokości 10 – 15m. Wśród gatunków obecne są głównie: grab zwyczajny Carpinus betulus, leszczyna zwyczajna Coryllus avellana, buk zwyczajny Fagus sylvatica, dąb szypułkowy Quercus robur oraz bez czarny Sambucus nigra. Gatunki drzew i krzewów spotkamy również na szczycie skał oraz na podejściu na szczyt.

Pod samymi skałami a także pomiędzy drzewami w stosunkowo dużych ilościach występuje bluszcz pospolity Hedera helix, konwalia majowa Convallaria majalis a także kopytnik zwyczajny Asarum europaeum, bodziszek cuchnący Geranium robertianum oraz narecznica samcza Dryopteris filix-mas. U podnóża skał rośnie głównie glistnik jaskółcze ziele Chelidonium majus oraz pokrzywa zwyczajna Urtica dioica.

Flora naskalna jest uboga. Wśród roślin rosnących na ścianach skalnych szczególną uwagę zwraca zanokcica murowa Asplenium ruta-muraria oraz zanokcica skalna Asplenium trichomanes. Na skałkach w dolnej ich części można wyróżnić słabo wykształcone zbiorowisko Asplenietum trichomano – rutae – murariae należące do klasy Asplenietea rupestia.

Pan Wojewoda i Wisła

Mamy kolejny przykład osób pozbawionych ogólnej wiedzy, nie tylko przyrodniczej a zajmujących wysokie stanowiska. Obecny wojewoda lubelski – Przemysław Czarnek stwierdził, że drzewa w obszarze międzywala nad Wisłą są problemem, bo nie wolno ich wyciąć:

To jest wina Natury 2000. Nie jesteśmy w stanie zrozumieć tego, że zwierzęta są ważniejsze od ludzi. Ktoś postawił tę sprawę na głowie. To zadrzewienie podnosi lustro wody o metr, a jednocześnie spowalnia nurt rzeki i powoduje nasiąkanie wałów. Drzewo przydaje się na opał, a nie do tego, żeby jakieś ptaszki tam sobie fruwały.

Pan wojewoda, gdyby bardziej uważał na lekcjach w szkole, wiedziałby, że drzewo za wałem przydaje się do tego, żeby nie było powodzi. Woda spiętrza się nie dlatego, ze gdzieś są drzewa, lecz dlatego, że wcześniej – w górnym biegu rzeki i w jej dopływach ktoś  je powycinał. Przez wsie położone w górach woda płynie szybko, bo  z ich koryt usunięto roślinność, a same koryta wybetonowano. Gdyby górskie rzeki miały zadrzewione, zakrzaczone koryta wyższy stan wody w Wiśle byłby rzadkością. A gdy koryta są puste, wygolone, wybetonowane – woda spływa szybko i nawet burza sprawia, że podtapiane są miejscowości w dalszym biegu danej rzeki. Nie są nam potrzebne tamy, zbiorniki zaporowe – musimy tak jak nasi południowi sąsiedzi umożliwić wodzie dłuższe pozostanie w górach (Słowacy majstrują w górach naturalne przeszkody tak by woda powoli spływała, my nadal robimy betonową rynnę). Chcąc realnie zmniejszyć niebezpieczeństwo powodzi, powinniśmy stopniowo renaturalizować górskie rzeki począwszy od szczytów. To potrwa latami. Tak więc panie wojewodo – proszę mieć pretensje do kolegów z gór którzy leją w rzeki beton i pozwalają  budować domy na terenach naturalnie zalewowych. Wolny nurt rzeki na całej długości to nurt bezpieczny i pora to zrozumieć.

Trudno odkręcić ludzkie błędy ostatniego półwiecza, ale niektórzy robią to powoli, z powodzeniem.

Tam gdzie ptaszki mają gdzie fruwać nad rzeką, tam ludziom żyje się lepiej i jest bezpieczniej. Zrozumienie roli rzek w stanie naturalnym jest jedną z pierwszych rzeczy jaką zrozumieć musi nasze  społeczeństwo.

O wywoływaniu powodzi przez obecne działania „antypowodziowe” pisałem już kilka razy.