Edukcja, edukacja!

Jutro pobudka o 4:00 rano, o 9:00 muszę być pod Łodzią, gdzie prowadzę przez cały dzień zajęcia ornitologiczne dla dzieci.

Tymczasem myślę o poprzednich 10 lekcjach w klasach 1-3 gdzie uczyłem dzieci rozpoznawać drzewa, przyniosłem zielnik, różne pomoce. Wnioski z zajęć niewesołe. Jedynymi drzewami jakie dzieci jeszcze rozpoznają jest dąb i klon. A i z tym kłopot, bo mylą jeden z drugim. Przy prezentacji innych liści strzelają tylko ślepo zasłyszanymi gdzieś wcześniej nazwami. Wyciągam liść lipy i słyszę, że to jodła. I w tym momencie zastanawiam się, czy to wynik zupełnej niewiedzy czy też skrajnego rozkojarzenia i nie uważania?

Wyciągam buka, opowiadam, że to buk. Opisuję po czym poznać, puszczam liście po klasie. Wyciągam kolejny gatunek, pytam co to i słyszę… buk. Buka już mieliśmy – mówię. I cisza.

Wszystko dzieje się u progu buczyny karpackiej w Beskidzie Małym.

Można podzielić drzewa na te w miarę przez dzieci rozpoznawane: dąb i klon, te o których gdzieś się słyszeli lecz nie wiedzą jak wyglądają – wiąz, lipa, topola. I te których zupełnie nie słyszeli – np. wiąz.

Zdarzają się dzieci, które pozytywnie zaskakują. Wiedzą np. że sosna zwyczajna ma igły wyrastające po dwie.

I to się dzieje w klasach, które już robiły z nauczycielką zielnik.

Mam nadzieje, że po moich zajęciach choć garstka zapamięta jak rozpoznać buka czy graba. A i może parę drzewnych ciekawostek o wieku czy wysokości pozostało w głowach. Z zajęć o ptakach zapamiętali jak ptak jest najmniejszy w Polsce i już nie słyszę o wróbelku:-) Zawsze na początku ptasich zajęć pytam o najmniejszego i największego ptaka w Polsce. W 3/4 przypadków słyszę: wróbel i bocian:-) Mysikrólik zawsze robi furorę swoją nazwą:-)

A wracając do drzew – i my się dziwimy, że Kowalski nie wie po co w puszczy martwe drzewo… Tak więc edukacja, edukacja i jeszcze raz edukacja młodego pokolenia. Bez tego takie rzeczy jak z Puszczą Białowieską będą się działy.